sobota, 23 maja 2015

"Gra Anioła" Carlos Ruiz Zafón



Kiedy czytam książki Carlosa Ruiza Zafóna, mam wrażenie, jakby pisarz pisał wyłącznie dla mnie. Zafón szepta opowieści i zdradza skrywane w nich tajemnice. Karze je przechwytywać, uwięzione na papierze, i opowiadać o nich każdemu, kto kiedykolwiek zechce ich wysłuchać. Gra Anioła to bezwstydny raj dla złaknionych literackich smaków czytelników. Nie tylko dla miłośników prozy Katalończyka. 

Pisarz nigdy nie zapomina dnia, w którym po raz pierwszy przyjmuje pieniądze lub pochlebstwo w zamian za opowieść. Nigdy nie zapomina tego momentu, kiedy po raz pierwszy słodka trucizna próżności zaczyna krążyć mu z żyłach, wierząc, że jeśli zdoła ukryć swój brak talentu, sen o pisarstwie zapewni mu dach nad głową, ciepłą strawę pod wieczór i ziści jego największe marzenie: ujrzy swoje nazwisko wydrukowane na nędznym skrawku papieru, który zapewne go przeżyje. Pisarz skazany jest na wieczne wspominanie tej chwili, bo właśnie wtedy został zgubiony na zawsze, a za jego duszę już wyznaczono cenę.

Właśnie tak zaczyna się nowa, długo oczekiwana powieść Hiszpana, którego pojawienie się kilka lat temu na rynku wydawniczym wzburzyło tumany kurzu na pokrytych srebrzystym pyłem księgarnianych półkach. Jego Cień wiatru zaskarbił sobie sympatię czytelników na całym świecie pozostawił ich z nieznośną koniecznością cierpliwego czekania. Pisarz podjął się iście herkulesowego zadania, wraz z premierą Cienia wiatru zapowiedział bowiem napisanie czteroksięgu, w którym poszczególne tomy łączyłyby trzy ogniwa – Barcelona, Cmentarz Zapomnianych Książek i rodzina Sempere. 

David Martín, młody dziennikarz barcelońskiego dziennika „La Voz de la Industria”, choć marzy o zostaniu prawdziwym pisarzem, musi zadowalać się drobnymi pracami w redakcji. Nieoczekiwanie, z rekomendacji Pedra Vidala – gwiazdy dziennika, a zarazem mentora Davida – chłopiec otrzymuje zlecenie napisania opowiadania w zastępstwie za innego redakcyjnego pisarza. Czytelnicy, zachwyceni tekstem nieznanego im autora, chcą więcej i redaktor naczelny postanawia dać Davidowi szansę. Chłopiec, wspierany przez przyjaciela, zaczyna publikować „Tajemnice Barcelony”, swoją pierwszą powieść w odcinkach. Pewnego dnia młody dziennikarz otrzymuje list od Andreasa Corellego, tajemniczego właściciela paryskiego wydawnictwa Éditions de la Lumière, który, zauroczony opowieścią Davida, postanawia mu złożyć pewną propozycję. W ten sposób droga enigmatycznego wydawcy o przewrotnym charakterze i młodziutkiego, ale już doświadczonego przez los, literata, przecinają się i, jak to bywa w przypadku prozy Zafóna, ich spotkanie uruchamia lawinę zaskakujących zdarzeń.
Życie Davida Martína osnute jest wokół książek. Woń starego papieru i farby drukarskiej towarzyszy chłopcu od najmłodszych lat i stanowi ucieleśnienie wszystkich marzeń młodego Katalończyka. Fascynacja Wielkimi nadziejami Karola Dickensa, walka o uratowanie książki przed zakusami nienawidzącego jej ojca, przyjaźń z księgarzem Sempere, praca w redakcji, pierwsze publikacje… Przestrzeń wypełniona słowem stanowi symboliczny dom Davida – początkowo redakcja dziennika, później księgarnia „Sempere i synowie” przy Santa Ana – gdyż tylko w jej ramach czuje się on pewnie i bezpiecznie. Paradoksalnie, śmierć ojca nie stanowi dla Davida takiego szoku, jak odkrycie, że książki są tylko pozornie przyjazne i że ściągają nań niebezpieczeństwa. Podczas wizyty Davida na Cmentarzu Zapomnianych Książek, w barcelońskiej bibliotece Babel, dobitnie ujawnia się ich siła. To Lux Aeterna wybiera Davida, nie David Lux Aeternę. Znamienne, że nawet po zniszczeniu wybranej książki, kiedy mężczyzna ponownie przekracza próg Cmentarza Zapomnianych Książek, którejkolwiek by nie otworzył, każda okazuje się być tą jedną jedyną, mu przeznaczoną. Książka wybiera Davida, i tak jak powieść Caraxa determinowała życie Daniela w Cieniu wiatru, tak tu Lux Aeternaprzewraca życie Davida do góry nogami. Tajemnicza księga wprowadza go w świat metafizyczny, lecz co najważniejsze – niezwykle niebezpieczny. 

Grę Anioła odróżnia od Cienia wiatru odmienna paleta emocji, których doświadcza się podczas lektury powieści. Jest ona mroczna i niepokojąca, wzbudza grozę. Niczym bluszcz oplata myśli, zniewala, wzbudzając równocześnie i zachwyt, i przerażenie. Podobnie jak przedstawiana na kartach powieści Barcelona lat 20. XX wieku – przestrzeń groźna, naznaczona krwią, ale kuriozalnie oszałamiająca.

W owych latach przemoc i krew na ulicach Barcelony stawały się czymś powszednim i normalnym. Był to czas ulotek i bomb pozostawiających po sobie dygocące i dymiące szczątki ciał ludzkich na ulicach Ravelu, bojówek, które pod osłoną nocy siały śmierć, procesji i przemarszów świętych i generałów cuchnących obłudą i agonią, płomiennych przemówień, w których wszyscy kłamali i wszyscy mieli rację. (…) Były to lata, kiedy dojrzewało się szybko, a dzieci, które ledwo odrosły od ziemi, miały już spojrzenie starych ludzi.

Carlos Ruiz Zafón nie kryje, że jest miłośnikiem Fiodora Dostojewskiego, Lwa Tołstoja czy Karola Dickensa. Uwielbia powieści dziewiętnastowiecznych prozaików, a jego umiłowanie wiktoriańskiego monumentalizmu znajduje odzwierciedlenie na kartach jego powieści. Gra Anioła jest wielka w formie. Pisarz sięgnął po wszystkie tradycje literackie XIX wieku i stworzył wielowątkowy tekst, który wymyka się jednoznacznym gatunkowym kategoryzacjom. Gra Anioła to i romans, i powieść obyczajowa, i powieść gotycka, i powieść grozy, i thriller, ale także powieść kryminalna. Wielowątkowa, wielowarstwowa czerpie i z dorobku wielkich klasyków literatury, i z utworów twórców literatury brukowej. Monumentalizm powieści ściera się w niej z charakterystycznym klimatem powieści drukowanych w odcinkach. Książka ta przypomina mi neogotycko-mauretańską architekturę Gaudiego – jest mroczna, niepokojąca, lecz przede wszystkim fantastyczna i niepowtarzalna. Poprzez misterium tajemnej wiedzy słów, daje nam klucz do świata bez granic – świata wyobraźni.

Nie da się żyć zbyt długo w realnym świecie. W każdym razie istota ludzka nie potrafi. Większą część życia spędzamy, śniąc, przede wszystkim na jawie.

Ewa Imielska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz