wtorek, 7 kwietnia 2015

Mariylyn Manson- The Pale Emperor



Zło wcielone, demon, honorowy członek Kościoła Szatana (co sam Manson uznaje za oznakę szacunku, mimo że nie ma zamiaru ani praktykować, ani pełnić swej funkcji) – o tej barwnej, charyzmatycznej postaci można by mówić wiele.
            Pana Briana Hugh Warnera, znanego lepiej jako Marilyn Manson, chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Mimo, że jego twórczość owiewa aura kontrowersji, bezapelacyjnie jest uznawany za jedną z największych współczesnych gwiazd rocka a według Hit Parader nawet za jednego z największych wokalistów metalowych wszechczasów. Jego kawałki uświetniały między innymi soundtracki takich superprodukcji jak „Matrix”,  „Zagubiona autostrada”, „Resident Evil”, czy „Piła II”. Nic dziwnego – muzyk ma na koncie takie prestiżowe wyróżnienia jak Billboard Music Video Award czy MTV Video Music Awards. 20 stycznia wyszedł najnowszy, 10-ty już krążek zatytułowany  The Pale Emperor. Co tu dużo mówić… jest ogień!
            Album otwiera kawałek Killing Strangers. Doskonały mariaż ciężkich, wolnych, „rozjeżdżających się” gitar i niepokojącego elektronicznego tła, nadającego utworowi głębi to chyba najbardziej charakterystyczny dla tego artysty splot muzyczny. Specyficzny efekt nadmienionego „rozjeżdżania się” został osiągnięty dzięki spóźnionej względem reszty instrumentarium pełnej pasji wokalizie. Ta charakterystyczna chyba jedynie dla Mansona maniera wokalna została dodatkowo pogłębiona poprzez znaczne wydłużenie odcinka artykulacji, obejmującego w refrenach większe sekcje rytmiczne, niż miało to miejsce w zwrotkach. Jest to zresztą jeden z ulubionych chwytów artystycznych wokalisty. Z utworem koresponduje zamykające krążek Odds Of Even. Również tutaj dźwięki się „rozjeżdżają”, wokal obejmuje coraz to większe partie taktów a gitary niespiesznie, niby niedbale posuwają się naprzód.
            Singlowe Deep Six to ciemna i gęsta kompozycja wychodząca od niskich, molowych rejestrów gitarowych i pół-szeptanej, niepokojącej wokalizy. Dynamika słyszalna jest w refrenach, gdzie zarówno natężenie jak i częstotliwość dźwięku rośnie, pociągając za sobą wybuch zdecydowanej i mocnej wokalizy. Namiętnie i z pasją!
            Kolejny singiel z płyty – Third Day Of A Seven Day Binge jest rockową balladą, w całości zanurzoną w tonacji molowej. Bazą utworu są ciężkie, niskie rejestry gitarowe, którym kroku dotrzymuje rytmizująca całość perkusja. Gdzieś na załamaniu jednego i drugiego wynurza się ciemny, chwilami nucony i przepełniony skargą wokal, który w refrenach przejmuje dominującą rolę, granicząc z krzykiem.
            Utwór The Mephistopheles Of Los Angeles rozpoczyna urzekająca melancholią ścieżka gitary, która jednak błyskawicznie zostaje obudowana dynamiczną perkusją i stonowaną wokalizą. Slowrockowe, hipnotyzujące partie zwrotek w refrenach nabierają dynamiki, nie tracąc jednak niczego ze swojej posępnej, molowej i niskiej dykcji. Dynamizacji refrenów towarzyszy zagęszczenie artykulacji wokalnej, ale również tutaj zostaje zachowany jej surowy, ciemny charakter.
            Warship My Wreck to propozycja ciężka, wręcz funeralna. Utwór wychodzi od niespiesznie sączącej się z tła elektroniki w asyście niskich, molowych dźwięków fortepianu. „Pogrzebowych rumieńców” nadaje im niskotonowa, rozlewająca się nad większymi całostkami wielodźwięków wokaliza. Stopniowo z przestrzeni wyłaniają się kolejne instrumenty, czemu towarzyszy powoli wzrastająca zarówno mocą jak i pozycją na pięciolinii wokaliza. Punk kulminacyjny utwór uzyskuje w refrenach, gdzie dochodzi do instrumentalnej i wokalnej „eksplozji” natężenia dźwięków. Technicznie rewelacyjny!
            Jeśli zrobiło się wam zbyt ciężko i zbyt ponuro doskonałe antidotum znajdziecie w Slave Only Dreams To Be King. Marszowy, dynamiczny rytm perkusyjny okraszony silnym wokalem wydają się być lekiem na całe zło. Warto zwrócić uwagę na doskonałą konstrukcję kawałka, który wyśmienicie radzi sobie z nagłymi zmianami tonacji, a nawet z ich współwystępowaniem, nie tracąc przy tym spójności i rytmiki. Kolejny majstersztyk! Podobnie rzecz się ma z Podobnie rzecz się ma z The Devil Beneath My Feet. Jest głośno, dynamicznie, butnie i z manierą.
            Birds Of Hell Awaiting to dzika, niepokojąca i nieokrzesana kompozycja. Utwór otwiera powolna, choć zdecydowana perkusja w asyście jęków i krzyków rodem z tych bardziej okultystycznych filmów grozy. Wokaliza rozlewa się nad kolejnymi wielodźwiękami, rozwlekając kawałek i usypiając czujność słuchacza na pojawiające się wyliczankowe szepty. W mnogości dźwięków, efektów muzycznych i intonacji można nie zauważyć, że również sama wokaliza pozornie jednostajna, wciąż wzrasta wzwyż gamy, by nareszcie wybuchnąć nieoczekiwanym krzykiem w refrenie.
            Kolejny singiel, Cupid Carries A Gun, co czujniejsi serialoholicy na pewno doskonale znają z jednej z najnowszych amerykańskich produkcji – „Salem”. Ciężka, acz przewrotna, wręcz figlarna kompozycja bazuje na silnie zdynamizowanej perkusji okraszonej mocną gitarą i wyrazistą wokalizą. Nie to jednak jest najciekawsze - Manson sięga w refrenach po muzyczny motyw bliski dziecięcej wyliczance, obudowując go silną, acz zawsze odrobinkę spóźnioną względem głosu gitarą. Dzięki temu zabiegowi ten dziecięcy drobiażdżek przeistacza się w figlarną, mroczną grę z konwencją i to tę najwyższych lotów. Sami sprawdźcie!
            Podsumowanie chyba nikogo nie zaskoczy, bo Marilyn Manson to jedna z tych formacji, którym po prostu nie zdarza się wypuścić kiepskiego materiału. Krążek jest dopracowany i przemyślany z dokładnością co do jednego dźwięku a sami artyści po raz kolejny dowodzą zarówno swojej technicznej jak i kompozycyjnej perfekcji. Mariaż ciężkich basów z elektroniką? Proszę bardzo! Współistnienie sprzecznych tonacji? Nie ma problemu! Wprowadzenie instrumentalnej grozy? A może jednak chwila posępnej refleksji? Dla tych panów nie ma rzeczy niemożliwych!
Ewa Imielska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz